BAMBOCCIONI – DZIECI MOCNO PRZETERMINOWANE

Pierwsza sekwencja mogłaby wyglądać jak kadr z włoskiej tragikomedii. Dorosły facet, na oko trzydziestokilkuletni, umiarkowanie przystojny, czyli nie z okładki Vogue Uomo, ale i nie gazetki sprzedaży wysyłkowej materiałów budowlanych lub sztucznych nawozów, o świetnie wyrzeźbionych ramionach, z dwudniowym zarostem, budzi się rano na dźwięk ulubionej stacji radiowej. Pozostając we włoskich klimatach obstawiamy zachrypnięty wokal Zucchero lub Mario Biondi nadawany ze stacji Radio DJ. Nasz bohater przeciąga się leniwie, prawie ocierając o zmysłowe gesty i gdy z uwagą czekamy na rozwój akcji – czy oko kamery odprowadzi go pod prysznic, gdzie zaprezentuje nam swój wyrzeźbiony tors potomka rzymskich herosów, czy też operator skieruje obiektyw nieznacznie w bok, na poduszkę obok, gdzie ukaże nam się leżąca blond Venus z obrazów Botticellego… Cięcie! To nie ten film.